Czytelnia

Jadwiżanki czytelnia logo główna
założyciel
czytelnia
aktualności

I Niedziela Wielkiego Postu

Powrót...

Homilia

Bóg, człowiek i wąż-szatan. Tak było na samym początku w raju. Tak było za ziemskiego życia Jezusa. Tak jest po dziś dzień. To jest korzeń ludzkiego losu, pełnego napięć, dramatów i tragedii. Kto je zliczy? „Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6, 34).

Sięgnijmy do jej korzenia, bo choć szukanie wspólnego mianownika wydaje się być mową powierzchowną i ogólnikową, ukazanie całościowego obrazu bardzo pomaga każdemu, kto ma przenikliwy wzrok, rozwiązywać poszczególne węzły długiego splotu. Te węzły, które rozsupłujemy każdego dnia, od rana do wieczora, jeden po drugim - pod jednym warunkiem: że rozsupłując kolejne sploty, we fragmencie widzimy całość. Czasem widzimy tylko mnogość węzłów, która nas wprawia w zniechęcenie, w bezradność i beznadziejność, gdy nie widzimy całego obrazu, bo tylko całościowy ogląd pozwala z dystansem rozwiązywać węzły pojedyncze.

Weźmy jeden przykład, który nam pomoże do ujęcia całego zagadnienia. Oto odcinek życia. Chyba można tak powiedzieć: pole wysokich napięć. Małżeństwo. Kto chce, niech w to miejsce postawi naród. W nim dramatis personae: Bóg, człowiek (w małżeństwie mężczyzna i kobieta) i wąż-szatan. Ma małżeństwo swoje dobro: swój rozwój, dojrzewanie i pełnię. Ma małżeństwo swoje zło: niepokoje, kryzysy, napięcia i rozkład. Punkt wyjścia jest dla każdego małżeństwa wyborem wobec potencjalnego dobra lub zła.

I oto Bóg proponuje swoją skalę wartości: dobro i zło to owo „Nie jedzcie ze wszystkich drzew tego ogrodu” (Rdz 3, 1). Ale czyni to samo szatan: „Gdy spożyjecie owoc, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3, 5). Usłuchali szatana i poznali - ale nie to, co Bóg wie, lecz „że są nadzy” (Rdz 3, 7). Symbol nagości oznacza ogołocenie człowieka z poznania dobra według hierarchii wartości proponowanej przez Boga. W całej ostrości przemawia ten symbol z dziesiątej stacji drogi krzyżowej Jezusa, powtarzanej w praktykach obozów koncentracyjnych.

Wróćmy jednak do punktu wyjścia. Korzeń ludzkiego losu wyrasta jakby z rozstajnych dróg. Człowiek, Bóg i wąż-szatan. Najstarszy obraz opisany przez Biblię mówiący o historii w raju, ukazuje właśnie owo trio w takim układzie: człowiek stoi wobec Boga i szatana. Czy kto chce, czy nie, Bóg i szatan ubiegają się o człowieka. Szatan jest aktywny, proces kuszenia udaje się. Skutkiem jest grzech. Nie będziemy tu analizować procesu zdrady. Warto tylko przypomnieć, że po dialogu z wężem-szatanem „niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała, skosztowała i dała swemu mężowi” (Rdz 3, 6).

Obraz drugi jest już inny: tu Człowiek jest Bogiem. Kuszenie Chrystusa na pustyni. Jakby scaliły się w jedno dwie osoby z rajskiego trio. Jakby jedna z dwu proponowanych dróg - tym samym możliwości wyboru - redukuje się w Człowieku, Jezusie z Nazaretu. Ale i Kusiciel zmienia metodę. Czytał pewnie książkę Lewisa Listy starego diabła do młodego, gdzie podane są recepty, jak kusić, każdego inaczej. Uderza w trzy zarzewia grzechu, w trzy słabe punkty człowieka: w pożądliwość oczu, w pożądliwość ciała i w pychę, która prowadzi najprościej do zguby.

„Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4, 3). Żeby nasycić głód ciała. „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, (aniołowie Cię uratują), na rękach nosić Cię będą” (Mt 4, 6). Żeby nasycić pożądliwość oczu. „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4, 9). Rezygnacja z własnego dążenia na szczyty, żeby uderzyć czołem przed Kusicielem. Jezus daje radykalną odprawę szatanowi: „Napisane jest: 'Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz'” (Mt 4, 4. 10).

Dając odprawę szatanowi, Jezus daje nam naukę, a razem z nauką daje nam łaskę, to znaczy moc czynienia tak samo, jak On czyni. Powraca jakby do decyzji Boga z raju. Przypomina, że to Bóg ma oceniać, co jest dobrem człowieka a co jest złem: możesz jeść z wszelkiego drzewa tego ogrodu, ale jeśli zjesz to, co ci proponuje szatan, jeśli szatan będzie ci podsuwał, co masz nazywać dobrem a co złem - umrzesz!

Niewielu nas tu jest w tym kościele, ale jeśli zaczęliśmy interpretację naszego człowieczego losu na własną rękę, doświadczyliśmy, co znaczy oceniać samemu, co jest dobrem a co złem. Czy choćby tylko popełnić w życiu jeden mały błąd. Uczynić mały pakt ze złem licząc, że z tego wyniknie wielkie dobro. Zasadą są nam tu wypowiedzi Chrystusa, owo „nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych; nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego; Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.

I oto jest trzeci obraz, w którym my jesteśmy. Po rajskim i Chrystusowym kuszeniu podlega pokusie każdy człowiek na tym świecie. Sytuacja jest na pozór taka, jak w pierwszym obrazie: stoi człowiek wobec rozstajnych dróg, w możliwości wyboru zła i dobra. Ale w nas, uczniach Chrystusa, zachodzi proces podobny jak w Chrystusie: z nami jednoczy się Bóg. Gdy szatan ku nam podchodzi, czasem nie zdajemy sobie sprawy, że od momentu chrztu mamy tę samą moc, jaką ma Chrystus, utwierdzeni w niej od chwili bierzmowania, napełniani nią przez przyjmowanie Ciała Pańskiego. Przecież kto przyjmuje Komunię świętą, jest w nim Chrystus!

O to właśnie idzie, by człowiek, widząc absolutny prymat Boga, tym samym Jego przykazań, tym samym Jego natchnień, w tym świetle mógł przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie nazywać dobro dobrem a zło złem. I wybierać. I decydować. Nie traćmy tu z oczu przykładu przytoczonego tu na początku: małżeństwa. Tak ustawiony fundament naszego życia mówi nam, że dobro chleba materialnego nie wystarcza, aby poznać prawdę ludzkiego losu. „Nie samym chlebem człowiek żyje”. Że decydowanie na własną rękę, co jest dobre a co złe, nie wystarcza do kształtowania własnego losu. Prawdę swego losu poznaje się poprzez dane nam przez Boga dobro słowa Bożego: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”.

Ale dobro słowa trzeba przyjąć, powiedzieć: fiat – „niech mi się stanie według Twego słowa” (Łk 1, 38) i wprowadzić je w dialog modlitwy, aby przez wyznanie swego posłuszeństwa słowu rozeznać związek dobra słowa z dobrem Chleba, który leży na ołtarzu. Przecież to wszystko jest tak czytelne i wyraźne! Ciało Chrystusa leżące na ołtarzu jest owocem już nie z rajskiego drzewa znajomości dobra i zła, ale z drzewa krzyża. „Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, rozkoszny owoc nosiło. Skłoń gałązki, drzewo święte, ulżyj członkom tak rozpiętym. Spuść lekuchno i cichuchno Ciało Króla niebieskiego”. I złóż je na ołtarzu, byśmy mogli dotrzeć do Niego i spożywać ten owoc, który daje nam poznanie prawdy dobra i piękna w odróżnieniu od brzydoty, zła i fałszu, i kłamstwa.

Oto jest droga! Rozpoczynamy Wielki Post, by jeszcze raz poznać sens prawdy o Eucharystii z wieczernika Ostatniej Wieczerzy sprawowanej na naszych ołtarzach. Dzięki słowu Boga (Ewangelii, którą zawsze głosi kapłan, zanim dokona cudu przeistoczenia chleba w Ciało Chrystusa) zobaczymy, skąd ten Owoc wyrasta: Wielki Post przypomina wielkie misterium męki krzyża Boga-Człowieka i cud Jego zmartwychwstania. Eucharystia dana jest nam po to, aby człowiek odarty z szat przez grzech mógł z powrotem przyodziać się w szatę chwały Bożej.

Oddajmy głos poecie (Norwid):

Ludzkość bez Boskości, sama siebie zdradza,
Aż dopiero gdy w eter opłynie niebieski,
Powraca jej majestat i szkarłat królewski,
Aż widziana dopiero: jaką była? Bywa?
I będzie?... to, zaiste, jest Ludzkość prawdziwa.

Nie inaczej z Człowiekiem: gdy nań kto poziera,
Jak on jest, i purpurę mu królewską zdziera,
Oglądając go lichym od stopy do powiek,
Jak pyłu garść rwanego wiatrem...
... cóż... tam... człowiek?!

Ale pył ów, odniesion harmonii stworzenia,
Kiedy atomem swoim w gwiazdę się zamienia,
I wielka rzecz stąd rośnie: co godzina, co wiek,
Co Era - to mówimy wtedy:
...oto Człowiek!

Tak powiedział Piłat, wskazując na Jezusa. Już wiedzieć, jak Chrystus podczas kuszenia na pustyni, co powiedzieć szatanowi, kiedy przyjdzie i będzie roztaczał swoje wizje. Już wiedzieć i pozostać wiernym. Pięknie brzmi ta teoria chrześcijańska, ale zanim się wcieli w życie, musi minąć niejeden Wielki Post. Niejedne rekolekcje.

Św. Ignacy Loyola kazał swoim synom przez całe lata w ćwiczeniach duchowych wychodzić z rozważania właśnie tej wielkiej prawdy o ludzkim losie: Homo creatus est – znane powiedzenie, tak jak Augustynowe: „Stworzyłeś nas dla siebie, Boże, i niespokojne jest serce, dopóki w Tobie nie spocznie” - „Człowiek stworzony jest, aby Boga, Stwórcę swego i Pana znał, Jemu służył, i tak zbawił duszę swoją. A wszystko inne na tym świecie jest mu dane po to, by to urzeczywistnił”. To jakby inna wersja dwu przykazań, które Bóg dał ludziom: będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił i myśli, a wszystko inne temu ma być poddane.

W duchu pokory, żalu i skruchy robimy sobie dziś postanowienia. Wielki Post się zaczął. Zróbmy program, żeby przeżycie Wielkiego Postu nie ograniczyło się do wysłuchania kilku nauk i powierzchownej spowiedzi. Zapytajmy, co robić, żeby najlepiej - może ostatni raz w życiu - przyjąć tę łaskę, ten dar nam dany. I mówmy tak, jak dzisiaj przed chwilą śpiewaliśmy: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość. Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego”. Amen.

Ks. Bp Wacław Świerzawski
"Pan jest dla nas" - 1987

Góra.

© Jadwiżanki Wawelskie