Czytelnia

Jadwiżanki czytelnia logo główna
założyciel
czytelnia
aktualności

III Niedziela Wielkiego Postu

Powrót...

Homilia

Wszyscy, nie tylko mieszkańcy wsi, ale i my w mieście mówimy: konieczny jest deszcz, nie ma wody! Co znaczy „nie ma wody” rozumieją bowiem także, choć inaczej niż wieśniacy, mieszkańcy wyższych pięter wieżowców. Nie dorównują wprawdzie ich doświadczenia tym, które mają ludzie Sahary i piaszczystych pustyń, ale każdy, jeżeli przebije się poza naskórek powierzchniowych interpretacji, może w problemie wody, jej czytelnym symbolu dostrzec jakby przemawiającego i działającego Boga.

Woda jest przede wszystkim źródłem i motorem życia. Bez niej ziemia jest wysuszoną pustynią, krainą głodu i pragnienia, a żyjącym na niej ludziom i zwierzętom grozi niechybna śmierć. Są też wody napełniające przerażeniem, wody wezbrane, wody potopu i wody powodzi, wody niszczące ziemię i żywe istoty. Ale jest woda zaspokajająca pragnienie. A także oczyszczająca z brudu i dająca nowe życie.

Woda nie jest ślepą, materialną siłą. Panem wód jest Bóg. Jego władza nad wodą została zapowiedziana na wielu kartach Starego Przymierza. Jeżeli Bóg daje Izraelitom wodę lub odmawia jej według własnego uznania, to nie działa arbitralnie, ale zgodnie z postępowaniem swojego ludu. Pamiętamy jeszcze prośby o deszcz czy pogodę, kiedy nasi praojcowie na kolanach, w prochu ziemi błagali Boga, Pana wód o miłosierdzie. Bóg daje wodę lub odmawia jej w zależności od tego, czy lud jest wierny przymierzu, czy nie. Czy zachowuje przykazania, czy nie. Czy grzeszy i jest niewierny, czy jest święty.

Ilustracją do tego tak podstawowego dla ludzkiego życia problemu wody jest wydarzenie na pustyni w miejscowości Massa i Meriba, które opisuje dzisiaj święta liturgia. Massa po hebrajsku znaczy kuszenie, a Meriba znaczy kłótnia. Prosty brak napoju, wody, bez której wszystko co żyje może zginąć, doprowadza naród wybrany nie tylko do kłótni i waśni, ale odsuwa na plan dalszy, wręcz w zapomnienie, cały cel podróży: ziemię obiecaną, dokąd idą przez pustynię po wyjściu z ziemi niewoli, ziemi egipskiej, z której Mojżesz ich wyprowadził. Ale brak wody był w rzeczywistości pretekstem do postawienia problemu jeszcze bardziej fundamentalnego. Słyszeliśmy przed chwilą, jak Żydzi pytają Mojżesza: „Czy też Pan jest rzeczywiście pośrodku nas, czy nie?” (Wj 17, 7).

Zapamiętajmy splot okoliczności, które spowodowały to pytanie: brak wody, kłótnia wywołana wizją zagłady, zanikająca pamięć o dokonanych cudach, o wyzwoleniu z niewoli egipskiej i przejściu przez Morze Czerwone. Dzisiaj powiedzielibyśmy: zanik zmysłu historycznego. I co za tym idzie: zaprzepaszczenie słowa Bożego, czyli zlekceważenie Boga przemawiającego i mówiącego wyraźniej i głębiej na pustyni, niż w dobrobycie posiadania!

Po ukazaniu tych perspektyw można już pokusić się o odczytanie języka symbolu. Woda będąca znakiem oczyszczenia wewnętrznego, duchowego, jest także symbolem Ducha Bożego, który potrafi zmienić pustynię ludzkiego ducha w kwitnący ogród, a lud niewierny i grzeszny w prawdziwego Izraela. Izrael to lud Boży, to Kościół. I właśnie po to przyszedł Chrystus, aby przynieść ludowi wody ożywiającej, zapowiedzianej przez proroków. Cały Stary Testament jest niemal nabrzmiały symboliką wody będącej zapowiedzią Ducha Świętego, który zostanie „wylany na wszelkie ciało” (Jl 3, 1) po śmierci Chrystusa.

To Chrystus jest ową skałą zapowiedzianą Mojżeszowi: „Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie” (Wj 17, 6). To z Jego boku po uderzeniu włócznią setnika (J 19, 34) wypłynęły woda i krew, mające moc przemieniania ludu zdążającego do prawdziwej ziemi obiecanej (J 7, 37-38; 1 Kor 10, 4). Ta woda to Duch Święty (J 7, 39), moc ożywcza Boga Stworzyciela. To nauka Chrystusa (Mk 1, 27) przekazywana z mocą Ducha. To chrzest udzielany na odpuszczenie grzechów (Mt 3, 11), oczyszczający ludzkie sumienia. Bo w czasie chrztu – co za wspaniała symbolika! – dokonuje się zanurzenie w męce Chrystusa, którego cierpienie i śmierć są jak bezkresne morze (symbol Morza Czerwonego), przez które ludzie zjednoczeni ze zwycięskim przejściem Chrystusa ze śmierci w zmartwychwstanie przechodzą do nowego, wiecznego, Bożego życia.

O tej wodzie życia marzyła Samarytanka, choć szła do tej wody całkiem innymi, krętymi drogami. Kiedy przy studni Jakubowej spotyka Jezusa, a On mówi do niej (prowokując ją, bo to On naprowadza ją na wątek wody): „Daj mi pić!”, dialog potoczy się w odwrotnym kierunku. Po kilku zdaniach, po przedstawieniu przez Jezusa sensu wody żywej, wody z Ducha, Samarytanka mówi do Niego: „Daj mi tej wody, ażebym już (nigdy) nie pragnęła” (J 4, 7.15). Jak bardzo to wołanie o wodę przypomina nam owo pełne wątpienia wołanie Żydów na pustyni: „Czy też Pan jest rzeczywiście pośród nas, czy nie?”. Jezus jej odpowiada: „Ja jestem Chrystusem, Ja który z tobą mówię” (por. J 4, 26).

On mówiący z niewiastą samarytańską, to Ten, który niebawem umrze za nasze grzechy, jak nam dzisiaj przypomniał Paweł. Zostanie uderzony w bok lancą żołdaka, aby wypłynęła z Jego serca woda życia dla grzeszników. On mówi: „Idź, zawołaj swojego męża” (J 4, 16). A ona miała pięciu. Idź, nawróć się! „Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem” (refren psalmu responsoryjnego)! Kiedy przykazuje, nie omijaj przykazań! Nie myśl, że jesteś mądrzejszy i że twoje widzenie świata i twoja moralność są lepsze niż Jego! Skoro uderzyli w Jezusa, ty uderz ze skruchą i żalem w swoje serce, by się odmieniło. Byś uwierzył, byś wierzył i był wierny.

Od wieków na naszej ziemi śpiewamy w Gorzkich żalach, jakby patrząc w uderzającego włócznią w bok Chrystusa: „Uderz, Jezu, bez odwłoki w twarde serc naszych opoki!”. Żeby łzy, jak woda co wypłynęła ze skały, obmyły nas, nasze serca i nasze oczy - „błogosławieni czystego serca albowiem oni Boga oglądają” (por. Mt 5, 8) - byśmy widzieli i zobaczyli, i poznali, że na ołtarzu z nami, wśród nas jest Pan! A „jeżeli Pan z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8, 31). Chyba, że Go puścimy z rąk i z serca. Wtedy zginiemy na pustyni.

Oto mamy tło do wydarzenia dokonującego się w tej chwili w Bazylice Watykańskiej. Papież Jan Paweł II w pełnej głębokiej symboliki uroczystości Zwiastowania Pańskiego, klęcząc ze zgromadzonym Kościołem u stóp wizerunku Matki Boskiej przywiezionego z Fatimy, z Portugalii, oddaje świat, narody, ludzkość i Kościół przez ręce Maryi Ojcu w niebie. Jakby pragnął nas ukryć, nas wszystkich, w Jej sercu, w którym już od momentu Zwiastowania jest Jezus Bóg-Człowiek. Abyśmy wyznali, tak jak Żydzi tam na pustyni w dniu kuszenia i kłótni: „Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył. Albowiem On jest naszym Bogiem, a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku. (I upomina nas słowami Psalmisty:) obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: 'Nich nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła'” (psalm responsoryjny).

Wciąż patrzymy na dzieła Boga. Wciąż klękamy przed Najświętszą Eucharystią, wciąż doświadczamy odpuszczenia grzechów i miłosierdzia - i wciąż jesteśmy jak owi Żydzi na pustyni. Zapominamy, dokąd idziemy, skąd idziemy, po co idziemy. I pytamy, czy rzeczywiście Pan jest pośród nas, czy nie.

Ks. Bp Wacław Świerzawski
"Pan jest dla nas" - 1987

Góra.

© Jadwiżanki Wawelskie