Czytelnia

Jadwiżanki czytelnia logo główna
założyciel
czytelnia
aktualności

IV Niedziela Wielkiego Postu

Powrót...

Homilia

Zanim nadejdą tegoroczne Święta Wielkanocne, nasza Matka najmilsza, Kościół nakazuje swoim dzieciom podjąć rzetelny rachunek sumienia z faktycznego stanu ich przynależności do Chrystusa. Chrześcijanin christianus – to „należący do Chrystusa”. To uczeń Chrystusa, ale także człowiek żyjący Jego życiem.

Uświadamiamy sobie tę podstawową prawdę naszej tożsamości podczas rekolekcyjnych refleksji, pragniemy dochodzić do czystego kształtu tej tożsamości poprzez pokutę i oczyszczającą spowiedź. To ona daje nam pełny udział w życiu Chrystusa, otwierając drogę do zjednoczenia z Nim w Eucharystii. Komunia to jedność z Chrystusem i jedność przez Chrystusa z Osobami Trójcy i z osobami wspólnoty Kościoła. Kiedy nadejdzie tegoroczna Wielkanoc, wszyscy, odnowieni – powinniśmy zgromadzić się przy ołtarzu, by rozpocząć następny etap naszej pielgrzymki do ostatecznej ziemi wolności.

Ale oto głębsza i konkretna warstwa tych rozważań. Po wysłuchaniu opisu uzdrowienia niewidomego, uzdrowienia, które w sposób prosty, jasny, przejrzysty i mocny rzuca światło na dokonany w nas chrzest i wypływające z niego zobowiązania, powróćmy do znamiennego epilogu tego wydarzenia. „Jezus rzekł: 'Przyszedłem na świat aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi'” (J 9, 39). Faryzeusze słuchający tej wypowiedzi (a wśród nich ilu z nas?) zapytali: „'Czyż i my jesteśmy niewidomi?' Jezus powiedział do nich (a jeśli ktoś dobrze się wsłucha w te słowa, może zauważy, że są one wypowiedziane do niego): 'Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: 'Widzimy' grzech wasz trwa nadal'” (J 9, 40 – 41).

Ta enigmatyczna na pierwszy rzut oka konkluzja opowieści o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia jest oskarżeniem nie tylko faryzeuszy. Jest oskarżeniem tych, którzy przeszli przez cud sakramentu chrztu i zostali zaliczeni w poczet uczniów Chrystusa, a potem – dumni z samego faktu, albo niekonsekwentnie nieodpowiedzialni za to, co się dokonało – kontentują się zewnętrzną przynależnością do widzących, nie domyślając się, że to właśnie będzie powodem surowego ich osądu. Iluż to ludzi nam współczesnych legitymuje się owym powierzchownym „jestem wierzący, ale nie praktykujący”? Iluż nie dotrzymuje obietnic danych Bogu na chrzcie? Iluż ludzi, chrzcząc własne dzieci, nie zabezpiecza ich duchowego rozwoju, zdradzając tym samym Chrystusa przez swoją niewierność i prowadząc do zdrady swoich najukochańszych?

Bo oto przez chrzest zostali zanurzeni, jak mówi św. Paweł, w śmierci Chrystusa i razem z Nim zostali wskrzeszeni do nowego życia (Rz 6, 3-11). Stali się naprawdę widzącymi! A potem? „Ponieważ mówicie: 'Widzimy' , grzech wasz trwa” (J 9, 41). Bo „nie ten, który mówi: 'Panie, Panie!', wejdzie do królestwa, ale ten, kto czyni wolę Ojca” (por. Mt 7, 21), wolę Boga wyrażoną w przykazaniach i w światłach natchnienia.

Postarajmy się jeszcze uściślić nasze rozważania, aby uchwycić istotny moment tego trudnego, skomplikowanego procesu, w którym degeneruje się tak wielu ludzi wierzących w Chrystusa. Czy błąd tkwi tylko w słabości naszej natury ulegającej pokusom szatana, impulsom zła? Czy też wynika z ignorancji, która leży u podstaw kryzysów wiary? Czy jest owocem naszej złej woli buntującej się świadomie i dobrowolnie przeciw Bogu, czy też dlatego, że nie znamy Boga, nie miłujemy Go z całego serca i całą mocą?

Niezrozumienie będące źródłem tak boleśnie zawinionego nieporozumienia, a w efekcie zwietrzenia soli i zagaszenia światła u wielu uczniów Chrystusa, pochodzi chyba od nie dość głęboko uświadomionej istoty momentu wyjściowego: cudu, jakim jest chrzest. Po dziś dzień dominuje u naszych wiernych przekonanie, że chrzest – jak wskazuje na to symbol wody, która obmywa z brudu – zmywa grzech pierworodny. Słowo chrzest, po grecku baptisma, pochodzi od czasownika baptein, baptidzein, co znaczy „zanurzać, obmywać”. Chrzest w swej zewnętrznej formie jest zresztą zanurzeniem lub obmyciem, a symbolika wody wskazuje wprost na oczyszczenie we krwi Baranka (Hbr 12, 24; 1 P 1, 2; 1 J 1, 7; Ap 1, 5). Lecz woda nie tylko obmywa! Woda także ożywia.

Oto właśnie ten drugi, jakże istotny, a mniej znany i mniej akcentowany aspekt chrztu. Także w interpretacji zobowiązań podjętych na chrzcie. Wprawdzie mówimy: „wyrzekamy się” i zaraz potem „wierzymy”, ale to się nam jakoś później nie wiąże, i nie kojarzy, że śmierć grzechowi domaga się, aby coraz bardziej rzeczywistym było życie dla Boga i życie w Bogu. Że życie chrześcijańskie to nie tylko dzięki oczyszczeniu zjednoczenie z męką Chrystusa, ale uczestniczenie w Chrystusowym życiu zmartwychwstania, we wspólnocie światła i łaski. Te dwa nierozdzielne aspekty tworzą jedną rzeczywistość!

Być chrześcijaninem to oddychać rytmem misterium paschalnego: jednoczyć się z męką Chrystusa i z Nim zmartwychwstać! Stąd owe nieustanne apele – choćby dziś czytanego św. Pawła: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości” (Ef 5, 8). Właśnie dzieci światłości to owi widzący, o których mówi Chrystus. Ale widzący dlatego, że widzący i żyjący na miarę Bożego światła. Dodajmy komentarz Pawła: „Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując nawracajcie tamtych” (Ef 5, 9-11).

Wróćmy jednak do wątku wiodącego. Aby nasza pamięć o dokonanym w nas i w naszych dzieciach chrzcie kojarzyła się nam z pozytywnym kształtowaniem naszego życia na modłę Chrystusa, by było ono coraz bardziej Jego naśladowaniem, życiem w Jego Duchu świętym, trzeba nam widzieć w symbolice wody moc ożywiającą. Starożytna praktyka Kościoła wyakcentowała ten aspekt, wzmacniając jakby obrzęd obmycia wodą – stanowiący istotę chrztu – namaszczeniem nowo ochrzczonego olejem świętego krzyżma. Obrzęd ten następuje zaraz po polaniu wodą głowy dziecka. Kapłan mówi przy tym: „Bóg wszechmogący, Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który cię uwolnił od grzechu i odrodził z wody i z Ducha Świętego, On sam namaszcza ciebie krzyżmem zbawienia, abyś włączony w lud Boży wytrwał w jedności z Chrystusem Kapłanem, Prorokiem i Królem na życie wieczne”.

Właśnie do tej praktyki nawiązuje czytany dzisiaj opis namaszczenia Dawida na króla. Starotestamentalny obrzęd namaszczenia wyraża tu nie tyle radość (Ps 45, 8; Mt 6, 17) i szacunek (Ps 23, 5; Łk 7, 38; J 12, 3) czy ma na celu przywrócenie zdrowia (2 Krn 28, 15; Mk 6, 13; Jk 5, 14), ale jest znakiem konsekracji, to znaczy szczególnego oddzielenia, poświęcenia, przeznaczenia na wyłączną własność Boga (Wj 30, 29). Izraelici konsekrowali miejsca kultu – świątynie i ołtarze (Wj 30, 26-28), konsekrowali królów (1 Sm 10, 1) i kapłanów (Wj 30, 30), aby jako pomazańcy (namaszczony to po hebrajsku masziah, mesjasz) zapowiadali mającego przyjść Chrystusa-Mesjasza.

Prorocy nie byli namaszczani olejem, lecz Duchem Świętym (por. 1 Krl 19, 16-19; Iz 61, 1). Ich służba bardziej jeszcze niż kapłańska i królewska, miała za cel poddać ich samych i innych Duchowi Boga – „duch Pana opanował Dawida” (1 Sm 16, 13) - i uczynić ich „widzącymi” (1 Sm 8, 9). Prorocy mieli tak widzieć, jak widzi Bóg! Do tego właśnie widzenia nawiązał Jezus w owej konkluzji po uzdrowieniu ślepego od urodzenia.

Widzących Bóg napełnia światłem Ewangelii i wzbudza w ich sercu wiarę w „słowo prawdy” (Ef 1, 13), „owocem bowiem światłości jest prawda” (Ef 5, 9). Ci, którzy zostali ochrzczeni, są nie tylko obmyci z grzechu, ale wraz ze światłem łaski otrzymują „namaszczenie od Świętego, które trwa w nich i poucza ich o wszystkim” (por. 1J 2, 27). To Duch Święty od wewnątrz „wszystkiego uczy” (J 14, 26) i „prowadzi do całej prawdy” (J 16, 13). Pisze Jan Apostoł: „Nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim” (1J 2, 27). Chrześcijanie są naprawdę widzącymi. Ale biada im, gdy zasną czy przymkną oczy! Bo jeśli ślepy zdradza, nie dziw. Ale jeśli zdradza widzący – biada!

Stąd owa ogromna odpowiedzialność nie tylko za świadomość posiadania światła, ale za chodzenie w świetle. Czyli za życie według norm tego Światła, jakim jest Chrystus (J 8, 12). Za wierność Chrystusowi w każdym przejawie Jego nauki i Jego działań. O tę właśnie wierność wciąż nam chodzi.

Wielki Post przygotowujący nas do przeżycia Świąt Wielkanocy, które obwieszczają nam prawdę bycia chrześcijaninem, jest poważnym rachunkiem sumienia. Jest także ostro brzmiącym apelem do „widzących” a nie czyniących, do „wierzących” a nie praktykujących: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”! (Ef 5, 14). Można tu zastosować takie proste porównanie: dzieci bawią się zdzieraniem zwilżonych wodą naklejek, aby dotrzeć do barwnego obrazka, który jest ukryty pod papierem. Rekolekcje wielkopostne odprawione w duchu pokuty i obmyte łzami żalu pomagają nam zedrzeć przesłonę zakrywającą barwny obraz wyryty na naszej duszy w chwili chrztu. Pozwalają jeszcze raz doświadczyć cudu zdjęcia katarakty z naszych oczu.

Jawi się przed nami umęczony Jezus, idący swoją krzyżową drogą i wołający: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia” (śpiew przed Ewangelią). Odpowiadamy Mu słowami liturgii: „Pan jest moim pasterzem... prowadzi mnie nad wody... stół dla mnie zastawia...” (psalm responsoryjny). Chrystus chce raz jeszcze zanurzyć nas (o wiele skuteczniej, pełniej, bo dzieje się to w naszym dojrzałym, świadomym życiu) w owym tajemniczym cudzie naszego chrztu. Jak? Gdy dokona się w konfesjonale nasz „chrzest pracowity”, zastawia dla nas stół Eucharystii i namaszcza nas Duchem Świętym, który „wiedzie nas po właściwych ścieżkach”.

Ks. Bp Wacław Świerzawski
"Pan jest dla nas" - 1987

Góra.

© Jadwiżanki Wawelskie