|
Homilia 1.
Każdej niedzieli po odczytaniu Ewangelii stajemy z wiarą i mówimy: „Wierzę, że ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, trzeciego dnia zmartwychwstał”. W dzień Zmartwychwstania, dzisiaj, ten tekst i wyznanie tej prawdy brzmi nieco inaczej. Inaczej dlatego, że zostaje wypowiedziane w oprawie, w kontekście. Kontekst już znamy: święte paschalne triduum, rekolekcje, Wielki Post nadały barw temu wydarzeniu. I co więcej, może w sposób bardziej wyraźny niż dotąd ujrzeliśmy powiązanie tych wydarzeń z życia Chrystusa z naszymi, a zwłaszcza z tymi, które również wyznajemy mówiąc: „Wierzę w ciała zmartwychwstanie, wierzę w żywot wieczny”. Właśnie to nasze wypływa z tego Chrystusowego.
Można wierzyć i nie pytać nigdy w życiu, w jaki sposób. I nie dociekać. Wierzyć, jak to kiedyś Pasteur mówił, wiarą bretońskiego wieśniaka. Ale można również – bo mamy prawo – zadawać pytania, można poszukiwać odpowiedzi na dręczące nas wciąż pytanie: „jak?”. Matka Jezusa też pytała. W momencie zwiastowania mówiła: „Jakże się to stanie?”.
Bóg podjął to pytanie człowieka, odpowiadając w taki sposób, jaki trzeba dzisiaj tutaj w tym kontekście przytoczyć. Pragnę zwrócić waszą uwagę na jeden niesłychanie istotny wymiar naszego życia, wymiar najdroższy i najcenniejszy, ale także najbardziej poniewierany i paradoksalny, często niszczony – może dlatego, że niezrozumiały.
Chodzi o miłość. O miłość w każdym przejawie: miłość małżeńską, przedmałżeńską, rodzinną, o miłość przyjaciół, ludzi, ojczyzny, ludzkości, czy też – gdybyśmy chcieli to wszystko sprowadzić do wspólnego mianownika, tobyśmy musieli powiedzieć: po prostu miłość. Można ją utożsamiać z dobrocią, bo wtedy łatwiej ująć jej kształt. Ale miłość jest większa niż dobroć: jest wszystko ogarniająca, wszechwymiarowa, całkowita. Bo jest, jak wiemy, miłość jedna. Ta, która nas prowadzi ku człowiekowi i ta, która nas przybliża do Boga. O tej miłości powiedziano, że jest mocniejsza niż śmierć (por. Pnp 8, 6).
Wiemy, co z tej miłości się robi. Wiemy, co znaczy eksponowanie pewnych tylko warstw tej miłości. Znamy tę falę, którą narzuca się światu, niszcząc w człowieku możliwość rozwoju pełnej, wszechogarniającej miłości, a ukazując mu tylko sferę erotyki seksu i pornografii. Ale nie o tym chcę mówić. Raczej o tym, że nawet w tych roszczeniach erosu nie mających granic, w jego przesadzie i nieumiarkowaniu objawia się w rzeczywistości najważniejszy problem ludzkiej egzystencji: miłość domaga się nieskończoności, niezniszczalności. Miłość jest krzykiem domagającym się nieśmiertelności. Czy jest na to odpowiedź przekraczająca skończone wymiary, odpowiedź na miarę tego krzyku?
Czy już widzicie, że jest ogromna zbieżność tego co tu rysuję, z tym, co dziś przeżywamy? Zmartwychwstanie. To ono jest mocą naszej ludzkiej miłości. Bo sama ludzka miłość nie może być mocniejsza niż śmierć, ginie razem z człowiekiem. I dlatego biada tym, którzy zamykają miłość do sfery przemijającej i uczą ludzi tylko tego. Kamień młyński takim i zatopić, powiedział Jezus (Mt 18, 6). Ale dzisiaj przypominamy – i w każdej chwili, kiedy młodzi ludzie zawierają sakrament małżeństwa, aby zbudować miłość rodzinną – że Jezus Chrystus, zmartwychwstały Bóg i Człowiek, udziela miłości ludzkiej przetrwania i przeprowadza ją przez próg śmierci. Biada tym, którzy chcą przetrwać i przedłużyć miłość tylko we własnych dzieciach czy w nieśmiertelnej sławie. To też ginie. Wszystko ginie, a trwa tylko ta miłość, która rodzi się z Boga (J 17, 26; 1 Kor 13, 8; 1 J 4, 16). Miłość jest wieczna, mocniejsza niż śmierć tylko w żywym Bogu.
Co to ma wspólnego ze zmartwychwstaniem? - może ktoś zapytać. Język biblijny określa fakt, który dzisiaj przeżywamy, dwoma pojęciami: „Jezus zmartwychwstał” (Mt 28, 6) albo „Bóg wskrzesił Jezusa” z martwych (Dz 10, 40). To pierwsze znaczy, że miłość Jezusa ku ludziom będąca oddaniem się Ojcu jest mocniejsza niż śmierć. A to drugie określenie mówi o odpowiedzi na krzyk miłości Jezusa: dlatego, że oddał się Ojcu miłując ludzi, Bóg wzbudził Go z martwych. Oto miłość wieczna unaoczniona: miłość wieczna w cudzie zmartwychwstania przekazana jako dar śmiertelnym! Jego zmartwychwstanie jest dla nas życiem. Jego miłość jest nieśmiertelnością i wiecznością dla naszej miłości. „On się nam daje cały”, Jego miłość się nam daje, ta która jest mocniejsza niż śmierć. Tylko trzeba do niej dochodzić i dojść, ją posiąść, w nią się zanurzyć, nią dać się przeniknąć, nią dać się rządzić i ją objawić – aby zaświadczyć, że zmartwychwstał.
Paweł dzisiaj to samo nam mówi bardzo prostymi słowami: „Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 1-3). Jesteśmy wtopieni w wieczną miłość dzięki Jezusowi Chrystusowi, zmartwychwstałemu Panu, który umarł i zmartwychwstał i jest z nami do skończenia świata.
Norwid pisząc swoje tłumaczenie trzynastego rozdziału Listu do Koryntian (znany hymn o miłości) zadał pytanie:
...mamyż dość Miłości?
Tej – co to póty, póty jest cierpliwa,
Aż Boże sądy z nią, kiedy się zrywa -
Aż świętą prawie w swym zniecierpliwieniu
I budującą nieledwie w zniszczeniu...
Tej – co nie zajrzy ani się nadyma,
Bo dość ma tego, że dość nigdy nie ma...
Tej, co surowa jest i dobrotliwa,
Nie myśląc złego, sama się nie gniewa...
Tej – co to z Prawdy tylko się uciesza,
Wszystkiemu wierzy i wszystko rozgrzesza,
Bo wszystko cierpi ... Tej, co się spodziewa
Wszystkiego – czasem krzyżowego drzewa!...
Och! bo acz gniewać nie chce – iluż gniewa?!...
I teraz to najistotniejsze:
Miłości! w tobie jednej odpocznienie
I moc, i bytu oś; w tobie – sumienie- -
Języki? - zwiną się jak książek karty,
Gdy je piorunów widelec rozdarty
Na sąd ostatni wyzwie... nasza wiedza?
Upiorem życia; proroctwo cóż?... - miedza,
Próg, czasów nowej widzenie granicy -
A więc to wszystko proch, proch na ulicy
Bo Boga!... Miłość tylko pozostanie
Jak w zapalonym stosie hełm brązowy
Z napisem „jesteś!”
Tylko miłość pozostanie! I oto problem najistotniejszy: tej miłości, która jest w Zmartwychwstałym – bo ta pozostanie w nas – dać wszystko co mamy, co ludzkie. I dać pełną, potrzęsioną miarą (Łk 6, 38). Przyłączyć się do niej, by On przybliżył się do nas, jak Idący do Emaus przyłączył się do uczniów (Łk 24, 15) i otworzył im oczy. Norwid, tłumacząc Pieśń nad Pieśniami, mówi:
Miły mój jest tam, gdzie Wy,
To donieścież Jemu, jak anieli,
To gdziekolwiek bądź gości,
Wyłóżcie – jak się ta rzecz stała;
Powiedzcież Jemu, żem z miłości
Zachorzała...
Zachorzeć z miłości do Jezusa, który wstał i idzie z nami! Idzie z nami ukryty w pokornym kształcie liturgii, idzie w postaci Chleba. Idzie i daje się nam – prosząc, byśmy wzięli.
Oto są Święta Paschalne. „W tym dniu wspaniałym wszyscy się weselmy” (psalm responsoryjny). Weselmy się i miłujmy się, pełni Chrystusowego pokoju, wierząc że miłość – ta, którą otrzymujemy z ołtarza – czyni naszą miłość mocniejszą niż śmierć.
Po Mszy świętej:
Wiele razy kapłani mają przywilej (obok obowiązku) przemawiania do wiernych, którzy po jakimś czasie stają się ich bliskimi. Korzystając z tego przywileju pragnę przekazać wam to, co zamykamy w owym stereotypie: „wszystkiego najlepszego”. Ale dobrze wiecie, co jest treścią tego krótkiego sformułowania, skoro dzisiaj nawiązałem w homilii do wszystko ogarniającej miłości, która w nas jest z Pana Zmartwychwstałego. Tej, która jest mocniejsza niż śmierć. W naszych czasach, kiedy może wielu rzeczy brakować, najcenniejszą wartością, której ciągle najbardziej brakuje, jest właśnie taka miłość: brana z ołtarza, ze stygmatami ukrzyżowania, służebna, którą my, chrześcijanie, posiadamy. Bo posiadamy Pana, Mistrza, należąc do tej szkoły miłości, którą On prowadzi od wieków.
Ks. Bp Wacław Świerzawski
"Pan jest dla nas" - 1987
|