Czytelnia

Jadwiżanki czytelnia logo główna
założyciel
czytelnia
aktualności

Niedziela Zmartwychwstania

Powrót...

Homilia 2.

Wszyscy wiemy, jaki jest cel naszego dzisiejszego zgromadzenia. Nawet ci, którzy przychodzą – jak to mówimy – raz w roku, wiedzą, że to jest wielkie święto, centralne święto. Święto, które nadaje sens i kształt naszemu chrześcijańskiemu życiu. Oto dzisiaj przyszliśmy tutaj do kościoła, aby publicznie, uroczyście wyznać, że „Jezus jest Chrystusem” (por. Dz 17, 3 i 18, 28; 1 J 5, 1). W potocznym języku mówimy najczęściej: Jezus Chrystus. Jest to skrót, w którym zawiera się prawda, że Jezus z Nazaretu, konkretny Człowiek w historii naszej ziemi, jest Bogiem.

Chrystus znaczy Mesjasz, czyli Człowiek namaszczony mocą zbawczą Boga. Czy prościej mówiąc: Chrystus-Mesjasz to Bóg. Tak wyznał Tomasz niewierny swoją wiarę, kiedy spotkał Zmartwychwstałego: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Właśnie, zwróćmy uwagę, że Jezus Chrystus jest Panem moim i Panem naszym. MOIM Panem: to ja wierzę w Jezusa Chrystusa. NASZYM Panem: to my wierzymy w Jezusa Chrystusa.

Autor Listu do Hebrajczyków powiedział, że Jezus to Ten, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12, 2). Czyli innymi słowy: to Ten, który sprawia w nas cud wiary (tak to chcę określić, bo wiara, którą wierzymy, jest cudem; są ludzie, którzy wiary nie mają, którzy nie doświadczyli tego cudu). Ale Jezus jest również Tym, który urzeczywistnia dla nas treść wiary, bo treścią wiary naszej jest On sam! To jest ogromnie skondensowane sformułowanie, ale w nim jest istota tego, co czyni nas chrześcijanami: kiedy mówię „wierzę”, to patrzę na Jezusa – ale równocześnie tylko mocą zmartwychwstałego Jezusa, który jest we mnie, mogę tak powiedzieć (por. 1 Kor 12, 3; 1 J 4, 15).

Przez Wielki Post poznawaliśmy misterium Jezusa z Nazaretu. Tego, który jest Bogiem i Człowiekiem. Kiedy patrzymy na Jego zmartwychwstanie, mówimy: to Bóg. Kiedy patrzymy na Jego mękę, mówimy: to Człowiek. I patrzymy na Niego, aby w nas samych odkryć też to co ludzkie i to co Boskie. W losie człowieka, w jego nędzy i męce odkrywamy wspólnotę losu z Bogiem, który jest Człowiekiem. Ale również odkrywamy w nas moc Boga, którą otrzymujemy od Zmartwychwstałego. Kiedy Piotr (jak nam dzisiaj przypominają Dzieje Apostolskie) stanął przed pierwszymi ludźmi spoza Jerozolimy, mówił tak: „Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu – to właśnie ci, którzy nawet czasem w niedzielę chodzą do kościoła, czy rzadziej, ale nie zbliżają się do Niego: oni znają „sprawę Jezusa”, lecz nie wiedzą, co dalej – którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego, że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władza diabła. A my jesteśmy tego świadkami” (Dz 10, 38-39).

A więc już od samego początku była w uczniach Chrystusa świadomość tego, że mają zaświadczyć, że Jezus jest Bogiem. I świadczą. I my świadczymy. I wiemy, że to świadectwo nie jest świadectwem łatwym. I wiemy, że zanim na naszym człowieczeństwie zaszczepi się moc zmartwychwstałego Chrystusa i świadectwo nasze, tak jak świadectwo Chrystusa, będzie świadectwem człowieka i Boga, ile trzeba w życiu przejść i jak pokornie prosić, aby bielmo Bóg zdjął z naszych oczu! Jak trudno w naszym życiu rozeznać w Jezusie z Nazaretu Mesjasza i Boga. A bez tego nie ma pełnego chrześcijaństwa!

W jaki sposób potrafimy ująć w całości Jego osobę i Jego dzieło, kiedy nie będziemy w Nim widzieć Boga? To, co najczęściej stoi nam na przeszkodzie, że się nie zbliżamy do Eucharystii. Są ludzie, którzy wierzą w osobę Jezusa sprzed dwóch tysięcy lat, ale nie wierzą w Chrystusa żyjącego w Kościele i nie wierzą, nie mają dość mocnej wiary i miłości, by się zbliżyć do Eucharystii. A wtedy i Ten historyczny nie jest Bogiem. Bo Bóg czyni cuda, które idą poprzez historię. Umarł i zmartwychwstał – i jest!

„Oto Ja - powiedział Chrystus – jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Jest w liturgii, jest w Eucharystii. Jest w Kościele, jest w swoim namiestniku, w swoich biskupach i kapłanach, jest w całym ludzie Bożym i w każdym, kto trwa w Nim (J 15, 4). Jest w swoim słowie zawartym w Biblii. Ale jak od początku historii byli Judasz i niewierny Tomasz, jak byli Annasz, Kajfasz i Piłat, i uczniowie – tak jest po dziś dzień. Później te ludzkie postawy koncentrowały się wokół dwu kierunków. Jeden z nich akcentował bardziej człowieczeństwo Jezusa, aż do takich stwierdzeń: to jest największy Człowiek, jedyny doskonały Człowiek w historii, ale tylko Człowiek (błąd nestoriański). Renan w swoim „Życiu Jezusa” w zeszłym wieku właśnie tę tezę rzucił pod nogi chrześcijaństwu. Ilu z nas powtarza to samo: wspaniały Człowiek, ale nic poza tym, On nie ma już dzisiaj wpływu na nasze życie... A inni wywodzący się z herezji monofizytów mówili: to jest Bóg transcendentny, który nie żyje w Kościele, który nie żyje w Eucharystii, bo nie da się zamknąć w doczesnych wymiarach.

Ani jedna, ani druga droga nie jest prawdziwa, choć odżywa co chwila. Kto chce poznać prawdę o Jezusie Chrystusie, Bogu i Człowieku, Człowieku i Bogu, tak aby to wpłynęło na jego praktyczne, chrześcijańskie życie, a nie tylko uniknąć tych dwóch skrajności, musi iść drogą, którą nam dzisiaj pokazuje Jan Ewangelista: przeszedł do grobu, „ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze (z Piotrem) Pisma (czyli Biblii), które mówi, że On m ma powstać z martwych” (J 20, 8-9).

Kto chce zrozumieć prawdę o Jezusie Chrystusie, musi iść drogą, jaką wybrał Bóg. Objawiając nam prawdę, że Jezus z Nazaretu jest Człowiekiem i Bogiem, wzywa nas, abyśmy tą drogą wyszli Mu naprzeciw: abyśmy tą drogą wyszli Mu naprzeciw: w jaki chrześcijanie nie tylko znają całą prawdę o Chrystusie, ale znają z najczystszego źródła, jakim jest sam Bóg! Można powiedzieć, że Biblia – tak obficie czytana w Wielkim Poście, a zwłaszcza w Świętym Triduum Paschalnym, tak dziś chętnie czytana przez nas wszystkich, może czasem bez dostatecznego wglądu, bo w oderwaniu od liturgii, w której jej Słowo staje się Ciałem – jest ową konieczna propedeutyką, która nas wprowadza w zamiar Boga. Zamiar ten jest urzeczywistniany w Jezusie z Nazaretu, który stał się Człowiekiem, będąc Bogiem.

Nie da się przeczytać Ewangelii Jezusa – to znacz Dobrej Nowiny, że przyszedł, cierpiał, umarł i zmartwychwstał – bez widzenia jej więzi z całą Biblią. Nie uwierzymy w zmartwychwstanie, gdy nie znamy Starego Testamentu. Czasem ludzie się dziwią, po co uczymy ich dzieci historii dawnych Żydów. Po to. Weźmy prostą rzecz: co znaczy Jezus, imię Jezus, które wypowiadamy? Jezus znaczy Zbawiciel. Żeby rozumieć, kim jest Zbawiciel, trzeba wiedzieć, czym jest zbawienie. Czytajmy Biblię od początku do końca: wszędzie wątek zbawienia jest obecny: wszędzie wątek zbawienia jest wątkiem wiodącym. Cała Biblia pokazuje nędzę człowieka, los ludzki, trwogę przed śmiercią. Jest historią Hioba na gnoju życia, pokazuje Żydów w niewoli egipskiej, babilońskiej, asyryjskiej, pokazuje opętanych i chorych – wszyscy czekają na zbawienie, czekają na Zbawiciela. Prorocy powiedzieli wyraźnie: wy, którzy czekacie na zbawienie, doczekacie się, Zbawiciel przyjdzie.

Dzisiejsza uroczystość Paschy, którą wczoraj tak odświętnie przeżywaliśmy w obrzędzie Wigilii, jest zrozumiała tylko wtedy, kiedy wiemy, czym jest żydowska Pascha: co to znaczy namazać odrzwia krwią baranka, co znaczy wyjście Żydów z Egiptu, co znaczy przejście przez pustynię, co znaczy dojście do ziemi obiecanej. Co znaczy wybawienie ludzi wtedy, kiedy nie mają co jeść i pić, a na pustyni otwierają się studnie i spada manna z nieba.

Właśnie Pascha, ów starotestamentalny znak zbawienia, wprowadza nas w misterium Jezusa. Jego „Krew Przymierza” została „wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28). Bo korzeniem wszystkich nieszczęść jest grzech. I śmierć jest z grzechu, a grzech jest z szatana. I oto co dzisiaj usłyszeliśmy w liturgii: „Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy” (sekwencja wielkanocna). Zwycięzcą pojedynku jest Mesjasz, Jezus Chrystus, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana”. On zbawił Żydów, i nas z niewoli grzechu pychy i bałwochwalstwa. O Nim Jan Paweł II powiedział: REDEMPTOR HOMONIS (Zbawiciel człowieka), DIVES IN MISERICORDIA (Pan bogaty w miłosierdzie). On, Mesjasz, czyli namaszczony przez Boga, jest wyposażony we władzę, by założyć królestwo Boga na ziemi i wraz z Jego panowaniem dać ludziom to, co stanowi ich prawdę; prawdziwa wolność.

I właśnie tutaj znowu splątały się wątki. Bóg myślał po Bożemu, człowiek po ludzku. Żydzi Starego Testamentu czekali na Mesjasza, na Wybawiciela, na Zbawiciela, ale czekali Nań w ciasnocie swojej synagogi, swego narodowego szowinizmu i doczesności. Pamiętajmy prośbę matki synów Zebedeusza: „Spraw, Panie – mówiła do Jezusa – aby ci dwaj synowie moi zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Żeby byli ministrami Twojego królestwa. A Jezus wtedy powiedział: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja pić będę?” (por. Mt 20, 21-22).

Jezus nawet nie chce tytułu Mesjasza. On woli posługiwać się – zrozumiemy, co to znaczy, czytając Biblię – tytułem Syna Człowieczego i cierpiącego Sługi. I mówi: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20, 28). Paweł to streścił: „Ogołocił samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego Bóg Go wywyższył” (Flp 2, 8-9). Ale kiedy stanął przed Sanhedrynem i zapytali Go: „’Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?’, odpowiedział: ‘Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich” (Mt 26, 63-64).

Moi drodzy, w świetle tych wypowiedzi Jan przy pustym Grobie UWIERZYŁ, zrozumiał Pisma. I zrozumiał prawdziwy wymiar tych Pism: prawdę o Jezusie, który jest Chrystusem, który jest Bogiem, który zwyciężył grzech, śmierć i szatana (to czyni tylko Bóg) i dlatego wszystko, WSZYSTKO ma być Jego. I Kościół jest Jego, i liturgia jest Jego, i Eucharystia jest Jego. I Kościół jest Jego. A prawem Jego królestwa jest miłość. ”Chrystus został złożony w ofierze jako nasza Pascha. Tak przeto odprawiajmy nasze święto nie przy użyciu starego kwasu, kwasu złości i przewrotności, lecz na przaśnym chlebie czystości i prawdy” (1 Kor 5, 7-8). To jest zasada naszego chrześcijańskiego życia. I w tym kontekście można powiedzieć, że chrześcijański mesjanizm istnieje. Oto jego struktura: wszystko, co w życiu wielkie, rodzi się z krzyża i zmartwychwstania przez wiarę, nadzieję i miłość. Przypomnieliśmy to sobie w Wielki Piątek i w uroczystość Zmartwychwstania.

Mesjański profetyzm, który tkwi w naszym narodzie, tu ma swe głębokie korzenie. Posłuchajmy, czym od wieków karmi się nasza tradycja i jak to jest bardzo ewangeliczne i prawdziwe. Zygmunt Krasiński pisze: „Ludzkości prawem na ziemi jest trud, praca, męczeństwo. A wśród męczeństwa wiara, nadzieja i miłość. I przez one przeciwności anielskie podczas ludzkich boleści – dostąpienie wreszcie przemienienia się i wstąpienia w Królestwo Boże. Chrystus to prawo objawił i na sobie samym wykazał. I odtąd ludzkość, będąc, wie o sobie, czem i ku czemu jest. Ze wszystkich duchów zbiorowych lub społeczeństw ludzkich najwierniej wykonała to prawo dotąd i tych losów doznała Polska. Trud, męczeństwo, wiara i nadzieja są jej własnościami. Zdobyte to już stanowiska, dokonane to czyny. Miłość i zgoda z miłości płynąca niech staną się jej doanieleniem, a druga połowa sił zmartwychwstańczych i prawd ludzkości wstąpi w nią i będzie”.

Męczeństwo i trud, wiara, nadzieja i miłość są nam dawane codziennie, co niedziela w Eucharystii. Gromadząc się tu wyznajemy, że Jezus jest Bogiem, i pozwalamy Bogu przebóstwić nasze człowieczeństwo. I idziemy naszą drogą pielgrzymów poprzez śmierć do zwycięstwa. Jak w dziejach, tak w poszczególnym życiu każdego z nas.

Ks. Bp Wacław Świerzawski

Góra.

© Jadwiżanki Wawelskie